Adam Jarecki

Archive for Październik 2010|Monthly archive page

Wściekłość zamiast zadumy

In życie on 29/10/2010 at 10:54

Adam JareckiMiałem nadzieję, że czwartkowy pogrzeb pana Marka Rosiaka będzie odebrany tak, jak powinien: jako moment zatrzymania się na chwilę i zastanowienia, jak my właściwie mamy dalej funkcjonować w świecie, w którym śmierć i agresja wypłynęły z AXN na ulice, którymi codziennie chodzimy. Nic z tego, w pamięci łodzian pozostanie… wściekłość.

Pogrzeb to wyjątkowe zdarzenie. Okazujemy rodzinie zmarłego współczucie, podnosimy ją na duchu, robimy mały rachunek sumienia dotyczący naszego życia. Tak to moim zdaniem powinno wyglądać. Niestety, wszystko przykryły dywagacje kto za kim po kościele nie biegał, kto poszedł a kto pojechał w kondukcie, kto był do końca marszu a kto nie i tak dalej. To zupełnie nie tak miało wyglądać!

Żyjemy w społeczeństwie uzależnionym od multimediów i sztuk audiowizualnych. Rozumujemy obrazami a nie słowem. Nasze umysły żywią telewizje, które łagodnymi przejazdami kamery kierują oko widza na to, jaką minę w danym momencie zrobił Jarosław Kaczyński a jaką prezydent Bronisław Komorowski. Potem pokazano nam odjazd prezydenta i formowanie konduktu. Z całego przekazu, który obejrzałem później – przyznam szczerze, że czasem na przewijaniu – okazało się, że trumna, rodzina, rzeczywisty żal w ogóle nie są tematem i rdzeniem. Miałem wrażenie, jakbym słyszał reżysera obrazu w słuchawce operatora „na lewo jedź, daj zbliżenie jak się krzywi! O dawaj, ręki nie podał!”. Pozostał straszny niesmak.

W czasie pogrzebu i marszu odebrałem kilka telefonów od ludzi – łodzian. Wiecie, co słyszałem w słuchawce? Wściekłość, utyskiwanie i niecytowalne wulgaryzmy. Dlaczego? Bo ludzie spóźniali się do pracy, nie zdążali załatwić swoich pilnych spraw, stali w korkach w tramwajach i autobusach, o samochodach już nie wspominając. Z tego wyjątkowego dnia zapamiętali swoją wściekłość. Około 17 usłyszałem zdanie, które było niezwykle znamienne: „mam nadzieję, że dojadę już wreszcie spokojnie do domu”…

Naprawdę nie wiem, czy trzeba było dezorganizować całe centrum miasta po to, żeby przeprowadzić pochód. Przecież Łódź nie jest miastem, w którym stada szaleńców biegają z kałasznikowami po ulicach. Czy naprawdę miejscem musiała być akurat katedra, skoro – załóżmy – BOR żądał blokady ruchu. To wszystko było nie tak, dzień zadumy zmienił się w dzień wściekłości. Zamiast żalu – niegodne show. To nie tak miało być.

Dobrze, że przynajmniej tego nie zobaczyliśmy LIVE na kilku kanałach.

Adam Jarecki na Facebooku

Ciekawe, zabawne, ważne

In życie on 23/10/2010 at 14:00

Adam JareckiWeekend to jedyny moment, gdy możemy trochę odpocząć i zrobić coś innego niż zwykle. Na przykład przeczytać ciekawy artykuł – szerszy niż na codzień, pogłębiony, ważny. Tak też spędzam dzisiejsze popołudnie i zapraszam do dołączenia się.

Jestem pełen podziwu dla „Dużego Formatu”, że umie utrzymać tak wysoki poziom w tak trudnych dla prasy czasach. To jedna z nielicznych ostoi tekstów, które nie dotyczą bieżących kłótni politycznych, które zmuszają do myślenia; pozwalają dzięki reportażystom przyjrzeć się wycinkowi świata, którego na codzień nie widzimy lub nie chcemy widzieć.

Dzisiaj sięgnąłem do starszego wydania i znalazłem w nim trzy absolutne cymesy; coś, co każdy powinien przeczytać. Jeden dotyczy polityki z przymrużeniem oka, jeden ważnego problemu społecznego a ostatni – przybliża nam odrobinę świata.

Wywiad z Markiem Raczkowskim nie pozostawia obojętnym. Jego spostrzeżenia są błyskotliwe, niekiedy denerwujące, ale drastycznie logiczne. Można się było tego spodziewać, nie ma przecież trudniejszej sztuki niż stworzenie na jednym czy dwóch obrazkach genialnego strzału w dziesiątkę. Któż inny mógłby tak umiejętnie wsadzać kij w mrowisko? Polecam zatem „Tajemnice chwalebne Marka R.„, szczególnie zaś fragment o pekającym sercu Dzwonu Zygmunta (ostatnie pytanie na tej podstronie).

Pamiętacie jeszcze aferę dopalaczową? Pisałem wtedy o tym, że środki te połykają nie jakieś tajemnicze krasnale, tylko dzieciaki i młodzież, koło której przechodzimy codziennie w drodze do sklepu. Dlaczego to robią? Co ich w tym pociąga? Dlaczego próbują ponownie? Odpowiedzi na te pytania poznamy z lektury reportażu „Rozwalacze„.

Trzeci materiał przeniesie nas w świat i historię Europy a dokładniej: historię najsłynniejszej i budzącej mnóstwo kontrowersji Literackiej Nagrody Nobla. Dlaczego Nobla nie otrzymali nigdy Tołstoj, Gombrowicz, Andrzejewski, Żeromski czy Ibsen? Jak to się stało, że trafił do rąk zapomnianego Prudhomme’a (nawet nie pamiętamy tego nazwiska, prawda?) czy Echegaraya? O tajemnicach tej nagrody przeczytamy w wywiadzie z Janem Gondowiczem „Cnoty nie stracić, majątek zyskać„.

A po lekturze zapraszam na spacer – widzę za oknem niesamowite słońce, za którym mimo chłodu będziemy tęsknić przez wiele następnych miesięcy.
Dobrego weekendu!

Adam Jarecki na Facebooku

Jak stracić na hazardzie?

In życie on 16/10/2010 at 09:37

Adam JareckiBardzo prosto. Pójść do kasyna z kartą kredytową i uprzeć się, że następnym razem na pewno wyjdzie w ruletce szczęśliwa siódemka. Albo otrzymać monopol państwowy na loterie, bo jak się okazało, to też pozwala stracić 500 mln zł w ciągu roku.

Totalizatorowi Sportowemu udała się rzecz niebywała: jako chyba pierwszy w świecie stracił pół miliarda przychodu nie mając żadnej konkurencji. W okresie od października 2008 do października 2009 w kuponach Dużego Lotka Polacy zostawili 1,97 miliarda złotych.
W okresie od października 2009 do października 2010 na zastępujące go Lotto wydali 1,48 miliarda. Jak widać, w ciągu zaledwie jednego roku przychód TS z tytułu najpopularniejszej gry loteryjnej zmniejszył się o 25% (źródło danych tutaj).

Kiedyś dosyć regularnie grywałem w Dużego Lotka. Nie chodziłem co prawda specjalnie z wypełnionymi kuponami ale jeżeli przechodziłem przypadkiem koło kolektury a miałem chwilę czasu – wpadałem, kładłem na ladzie 10 zł i wychodziłem z dowodem na to, że wsparłem częścią swoich pieniędzy budowę obiektów sportowych (na wygraną raczej – i słusznie zresztą – nie liczyłem). Gdy cena jednego zakładu wzrosła z 2 do 3 zł postałem raz chwilę w kolekturze, po czym odwróciłem się na pięcie i wyszedłem. No bo co to za przyjemność porównywać trzy szlaczki liczb zamiast pięciu? A wydanie na lekką odmianę hazardu więcej niż 10 zł kłóciło się z moją odpowiedzialnością za domowy budżet.

Jak się okazało, byłem w gronie całkiem sporego grona Polaków. Gdyby każdy po prostu zaczął grać za 9 zł, spadek przychodów Totalizatora nie przekroczyłby dwustu milionów złotych. Różnica oznacza, że takich Adamów Jareckich, odwracających się na pięcie, musiała być cała masa. I nawet wystawianie reklam, że kumulacja sięgnęła 12 mln zł przestała być wabikiem.

Pazerność po prostu szkodzi, co tu dużo komentować. I tylko sprzedawców żal, bo ich dochody są bezpośrednio powiązane prowizją od liczby i wysokości kupowanych zakładów. Spadający transfer pieniędzy do niedoinwestowanego sportu także ma spore znaczenie.

Co gorsza, niewiele można w tej sprawie poradzić. Zapytałem sam siebie, czy gdyby teraz wrócono do ceny 2 zł, stałbym się ponownie w miarę regularnym klientem. No cóż, raczej nie. Po roku odzwyczaiłem się już od Lotto i wybieram inne rozrywki związane z łutem szczęścia czy dobrą fortuną.
Na przykład startuję w wyborach samorządowych. 🙂

Wszystkim nie zapracowanym życzę miłego weekendu.

Adam Jarecki na Facebooku

Europejska Stolica Kultury

In polityka on 12/10/2010 at 16:24

Adam JareckiPrzyznam się szczerze, że dawno nie było rzeczy, na której aż tak bardzo by mi zależało. Tylko powody są inne od powszechnie wygłaszanych.

Większość łodzian traktuje tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 ambicjonalnie i prestiżowo.
Ambicjonalnie, bo odzywa się tutaj patriotyzm lokalny, tym cenniejszy, że Łódź bardzo takich zachowań potrzebuje. Powiedzmy sobie bowiem szczerze, gdy ktoś spoza Łodzi pyta nas z czego jesteśmy dumni, przed udzieleniem odpowiedzi zapada kilka sekund krępującej ciszy.
Prestiżowo, bo dzięki temu będziemy mogli się czymś pochwalić i dotrzeć z informacją, że takie miasto w ogóle istnieje, do wielu Europejczyków.

A ja trzymam kciuki z innego powodu. Otóż Łódź nie jest miastem kultury a po wydarzeniach z ostatnich lat (Festiwal Dialogu i Camerimage) będzie jej w niej coraz mniej. W świat poszła informacja o tym, że Łódź zrezygnowała z Camerimage. Ja i pewnie wielu z Was wie, że Łódź po prostu nie chciała wydawać miliarda złotych (!) na wywalony w kosmos szklany budynek, który stałby pusty przez 350 dni w roku. Ani 10 milionów co miesiąc na jego utrzymanie. Taki przekaz jednak się nie przebił.

Trzymam kciuki, bo dzięki temu tytułowi łatwiej będzie można wyrwać pieniądze na kulturę nie tylko od rządu ale również z budżetu miejskiego. Pamiętam jak w kadencji 1994-1998 darłem koty o pieniądze dla teatrów, w pewnym momencie poobrażani byli na mnie już wszyscy – od prezydenta Marka Czekalskiego za jeżdżenie mu po ambicji, po radnych wolących wydać pieniądze na jeszcze jeden remont budynku. Tak, remont jest ważny. Ale koszt jednego (10 mln zł) pozwoliłby miejskim teatrom na znaczne, dwukrotne zwiększenie produkcji spektakli, które budują nie tylko poważanie w Polsce i na świecie, ale również powodują, że łodzianie mogliby być ze swego miasta dumniejsi.

A my naprawdę tego potrzebujemy.

Adam Jarecki na Facebooku

Port Łódź

In życie on 05/10/2010 at 16:20

Adam JareckiNawiązując do moich wczorajszych narzekań – udało się!. Co prawda miejsce, gdzie znalazłem dla siebie białą koszulę było dosyć zaskakujące – Reserved (dzięki za podpowiedź, Michale!) – ale najlepiej wspominam sklep Conhpol.

Nie masz pewnie pojęcia, co to takiego? Ja też nie miałem. Otóż jest to sklep z przyzwoitymi butami (polskimi! to ci dopiero zaskoczenie, że jeszcze ktoś robi buty na miejscu a nie w Chinach) i uroczą obsługą. Co prawda nie mieli rozmiaru, ale kobieta rozszalała się do granic możliwości i sprowadza dla mnie wybrany model z… Bielska-Białej. Jest niewątpliwie dowodem na to, że kapitalizm mimo wszystko działa. Aktualnie trzymam kciuki, żeby rzeczywiście przesyłka dotarła do czwartku.

Przy okazji pobytu w Porcie Łódź (nie wiem dlaczego, ale sprzedawcy strasznie się krzywią, jeżeli określa się to centrum mianem „IKEI”) co nieco sobie poobserwowałem. Otóż jest to miejsce… puste. Tam, na tle Galerii Łódzkiej czy Manufaktury, nie ma w ogóle klientów. Dla sklepów to rzecz jasna bardzo zła wiadomość, ale dla kupującego – genialna. Wreszcie nie musisz się przeciskać w tłumie, do kas i obsługi nie ma żadnych kolejek a na dokładkę sprzedawcy są tak znudzeni, że każdy klient jest dla nich na wagę złota – przerywają lektury Irvinga, Gretkowskiej, Coelho i harlequinów (tak, wszystko to zauważyłem koło fotelików i krzeseł sprzedawczyń) i wreszcie mogą coś sensownego zrobić.

Myślę, że Port Łódź nie jest zachwycony wynikami finansowymi, ale dla zmęczonego po pracy klienta  jest to miejsce doskonałe. Szkoda tylko, że przy obecnym remoncie Pabianickiej korki są tam o każdej porze dnia i nocy. No ale przecież nie można narzekać, że miasto wreszcie te łódzkie dziury naprawia, prawda?

Adam Jarecki na Facebooku

„Nie ma”

In życie on 04/10/2010 at 10:56

Współczesny kapitalizm wciąż umie mnie zadziwić. Wydawałoby się, że jeżeli ktoś chce wydać pieniądze, nie powinien mieć z tym najmniejszego problemu.

Postanowiłem kupić buty, kilka koszul i krawat. Tylko z krawatem nie było problemu.

W każdym sklepie obuwniczym, do którego wszedłem, udawało mi się znaleźć jedną lub dwie pary ładnych, prostych i nie udziwnionych butów. W żadnym nie było odpowiedniego rozmiaru a przecież 42 to ogólny standard. Daruję już sobie dywagacje o rozmiarach, ze śmiechem przyjąłem wieść, że w większości firm noszę numer czterdziesty. Zaskoczenie w tej sprawie minęło mi bowiem podczas ostatniego poszukiwania garnituru, podczas którego okazało się, że noszę rozmiary… dziecięce. Na przykład w Vistuli pani od razu przy wejściu krzyknęła przez pół salonu, że najmniejszy rozmiar to 50, co oznacza, że zmieściłoby się w nim półtora mnie.

Ale problemów z koszulami to już zupełnie się nie spodziewałem. Żebym ja chociaż miał jakieś kosmiczne wymagania! A miała być: biała, gładka, z kołnierzykiem 39 i szczupła, bo na wysokości pach mam jakieś 95 cm. Wydawałoby się, że nic prostszego. Po stracie trzech godzin we wszystkich możliwych sklepach doszedłem do wniosku, że powinienem przytyć co najmniej dziesięć kilo – wszystko wisiało jak worek… Jak to się dzieje, że w polskiej stolicy branży odzieżowej nie można kupić białej koszuli?!

No nic, dzisiaj czeka na odwiedziny druga połowa miasta. Trzymajcie kciuki, bardzo Was proszę.

Dopalacze

In polityka on 03/10/2010 at 23:48

Wczorajsza wielka „akcja specjalna” zamykania sklepów sprzedających dopalacze wzbudziła sporo kontrowersji. Nikt (lub prawie nikt) nie neguje konieczności walki z tymi sklepami – środki psychoaktywne wymieszane z rozbitym na drobny mak szkłem w celu szybszego wchłaniania się nie powinny być dostępne i już. Ale.

Ale metoda walki z takimi sklepami (których namnożyły się straszne ilości – w Łodzi są prawie na każdym rogu)  wzbudza niepokój. Korzystanie z okrężnych dróg prawnych jest wysoce niebezpieczne, bo raz przetarte szlaki mogą za chwilę zostać wykorzystane ponownie w zupełnie innym celu. Daleki jestem od paranoizowania, ale strasznie nie lubię naciągania prawa. Wolałbym, żeby rząd wymyślił solidniejsze prawnie fundamenty walki z tym paskudztwem.

Zapominamy również o pewnej ważnej sprawie: otóż w tych sklepach nie kupują jakieś nikomu nieznane gnomy czy krasnale. Robią to dzieciaki, koło których codziennie przechodzimy na ulicy. Większość z nich ma rodziców, rodzica albo przynajmniej opiekuna prawnego. Coś bardzo złego stało się w ciągu ostatnich dziesięciu lat, że młode pokolenie nie zostało wyposażone w „walizkę wiedzy” przez rodziców. To z niej, nie drastycznego prawa, powinny wynikać proste decyzje: nie chodzę po torach tramwajowych, nie bawię się pistoletem, nie łykam prochów niewiadomego pochodzenia i niewiadomego składu, nie piję alkoholu przed wsiąściem za kółko… i tak dalej.

Nie będzie dopalaczy, będzie coś innego. Fantastycznie podsumował to na Facebooku Kamil Sipowicz (prywatnie partner Kory): „młodość jest głupia, kto przeżyje ten jest szczęściarzem”. No właśnie.

Adam Jarecki na Facebooku