Adam Jarecki

Archive for Marzec 2011|Monthly archive page

Prywatny ranking eurowizyjny (część 2: TOP5)

In życie on 28/03/2011 at 14:35

ESC 2011 DusseldorfPo krótkiej przerwie kontynuujemy mój prywatny ranking. Doszliśmy w poprzedniej notce do szóstego miejsca, zatem teraz będzie to, co uważam za najciekawsze w tegorocznych entries. Co nie oznacza automatycznie, że najlepsze. 🙂

Piąte miejsce i sześć punktów idzie do Wlk. Brytanii, która w tym roku wystawiła to co zawsze robiła najlepiej: boysband z typowym popem.

Na hasło „pop-opera” większość ludzi ma odruch Pawłowa: Sarah Brightman i Katherine Jenkins. Ale one nie są tym, co najlepsze w tym gatunku. Czwarte miejsce i siedem punktów wędruje w ręce Francji i jej reprezentanta Amaury’ego.

Taka piosenka Węgrom po prostu się należała. Rząd ograbił ich właśnie z oszczędności emerytalnych, forint zaczyna przypominać włoskiego lira sprzed 20 lat, niech zatem mają choć trochę odpoczynku od ciężkiej rzeczywistości. Piosenka spadła na miejsce trzecie (z pierwszego) za to, że Magyar Televízió zdecydowała o wysłaniu wersji anglojęzycznej.

Dla zainteresowanych wersja węgierska, moim zdaniem lepiej dopasowana do muzyki:

Wreszcie przyszedł czas na piosenkę, która powaliła mnie na kolana. Kraje bałkańskie (czy węziej rzecz ujmując: była Jugosławia) rzadko wystawiały coś, co mi się podobało. Tym razem okazało się, że wystarczy 50-letni facet z głosem i talentem – nie trzeba golizny, buchających confetti itp. Ot, stary człowiek i może. I to jak może! Drugie miejsce i 10 punktów dla Bośni i Hercegowiny; mam nadzieję, że wywalą tę koszmarną choreografię:

Na moim osobistym pierwszym miejscu piosenka będąca uosobieniem multikulturalności Europy. Czarnoskóra Kenijka, mieszkająca i rozwijająca karierę w Norwegii. Zabawna i radosna odrobina Afryki w Europie wystarczyła by zarobić ode mnie 12 punktów:

Oczywiście wszystko może się jeszcze zmienić, ponieważ Eurowizja ma jedną ważną cechę: wykonawcy muszą śpiewać na żywo, z tzw. półplaybacku (podkład muzyczny nagrany w studio). W efekcie złe piosenki czasem wypadają genialnie a świetne – tragicznie. Dlatego też zapraszam do obejrzenia obu półfinałów i finału – już w połowie maja.

Adam Jarecki na Facebooku

Prywatny ranking eurowizyjny

In życie on 24/03/2011 at 11:51

ESC 2011 DusseldorfMoje prywatne głosowanie w Eurovision Song Contest 2011 zaczyna miejsce dziesiąte (jeden punkt) w postaci Izraela i jego Dany International. Żeby nie było nieporozumień: miejsce w TOP10 zajmuje za nazwisko i ku pamięci zwycięstwa z końcówki XX wieku.

Miejsce dziewiąte i dwa punkty otrzymuje Ukraina, która w ostatniej chwili wygrała mój osobisty ranking z Rosją (której RTR postawił na łomotliwe dicho w wykonaniu Aleksieja Worobjowa).

Cóż to by była za Eurowizja, gdyby nie było w niej pop-rocka? W moim zestawieniu gatunek ten reprezentują na ósmym miejscu (trzy punkty) Duńczycy w barwach Królestwa Holandii. Niestety na samym ESC zaprezentują wersję anglojęzyczną, co moim zdaniem jest błędem.

Są takie proste, niemanieryczne piosenki, które natychmiast wpadają w ucho i nie wychodzą z głowy. Gdy przy okazji wywołują uśmiech na twarzy – czego więcej jeszcze chcieć? Siódme miejsce i cztery punkty wędrują w ręce Duńczyków.

I na finał pierwszego wpisu na ten temat: szóste miejsce i pięć punktów dla Szwajcarii i przezabawnej w warstwie muzycznej ballady.

Ciąg dalszy (dla niektórych „niestety”) nastąpi. 🙂

Adam Jarecki na Facebooku

Nie obrażaj Eurowizji

In życie on 24/03/2011 at 11:46

ESC 2011 DusseldorfDo dobrego tonu należy pogardliwe wykrzywianie usteczek, sztuczny „złośliwy” rechocik, uniesienie oczu do chmur, fałszywy wyraz obrzydzenia na twarzy i tak dalej. Polska jest chyba jedynym krajem należącym do European Broadcasting Union, w którym jej flagowy produkt rozrywkowy jest uważany za niegodny wybitnych mózgów i uszu narodu. Gdzie im tam do koncertów Stachurskiego czy odgrzebanego z cmentarza popu Roberta Chojnackiego!

Tymczasem Eurowizja w dobie dzisiejszego systemu dystrybucji muzyki rozrywkowej, opartej o udzielne księstwa krajowych oddziałów wielkich koncernów, jest jedynym źródłem informacji o tym co dzieje się w europejskim popie. Te wszystkie Sony, Bertelsmanny i inne wtykają publice standardowy zestaw do kupienia: Madonna, Lady Gaga (lubię!), George Michael (ostatni koszmarny) plus jakaś gwiazdka typu Robbie Williams. I my to łykamy. Nie mamy zielonego pojęcia, czego słuchają Węgrzy, Słoweńscy, Portugalczycy, Azerowie, Duńczycy, Rosjanie, Maltanie i tak dalej. I wyginamy te usteczka w głębokim przekonaniu, że jakaś kolejna gwiazdka Ania X czy Kasia Y to szczyty szczytów na muzycznej niwie.

Eurowizja nie służy do generowania wielkich przebojów – jest próbą prezentacji szerokiej europejskiej publiczności, co dzieje się w krajach ich sąsiadów. Tych samych, którzy w większości mogą przyjechać do nas bez wizy, zamieszkać, pracować. Nie znamy tych narodów, bo zawsze uważaliśmy się za pępek świata. Nie znamy ich zwyczajów. Skąd zatem mielibyśmy znać ich muzykę?

Oczywiście, że bywa różnie. Oczywiście, że bywa zabawnie, gdy jakiś naród postanowi sobie zażartować wysyłając na konkurs jakiś kompletny nonsens. Przy czym tak czy tak w dzisiejszym zglobalizowanym świecie warto rzucić okiem na to, co bierze i raduje naszych sąsiadów.

Dlatego postanowiłem wrzucić na bloga moją serię publikowaną na Facebooku: prywatny ranking dziesięciu najlepszych lub najciekawszych z innych powodów piosenek spośród 46, które zobaczymy w połowie maja. Niech to będzie mój wkład w multi-kulti. 🙂

Adam Jarecki na Facebooku