Adam Jarecki

Recenzja: Słowo i miecz

In życie on 11/05/2011 at 14:12

Najnowsza powieść Witolda Jabłońskiego zabiera nas w odmęty średniowiecza. Przyprószone magią, pełne krwi i nienawiści, królestwo ognia i miecza w rękach sprowadzonych z Niemiec chrześcijańskich najemników. To świat w którym ludy z Mazowsza, Pomorza i Śląska jeszcze nie wiedzą, że stary porządek za chwilę się zawali. Świat naszych przodków, który został wymazany z kart historii.

Pierwszym wrażeniem, które mnie tknęło, było: „mamy Witelona w sukni”. Główną bohaterką „Słowa i miecza” jest Dziewanna/Żywia, pobłogosławiona przez Mokoszę (zwaną też Żemine lub Żywią właśnie) czyli Matkę Żyznej Ziemi czarodziejka i kapłanka. Jabłoński na pierwszych kilkudziesięciu stronach nienachalnie lecz skutecznie uczy czytelnika systemu wierzeń naszych antenatów. Dowiadujemy się, kim był tak naprawdę Swarożyc, jakimi sprawami władał Perun, jakimi Weles, że zaświatami rządził bóg księżyca Chors… To paradoksalne, że dzisiaj znacznie lepiej znamy mitologię starożytnej Grecji i Rzymu niż naszą własną – tutejszą. Prawdziwie polską, można powiedzieć. Przy okazji łapczywego pochłaniania tej świetnie skonstruowanej powieści fantasy niezauważalnie uzupełniamy swoją wiedzę.

Mokosza

Cykl o Witelonie (tetralogia rozpoczynająca się od ”Ucznia czarnoksiężnika”) był powieścią stricte historyczną, nie magiczną. Wszelkie przejawy tzw. magii w rzeczywistości były zbiegami losu i przypadkami – udokumentowanymi przez naukę (niedowiarkom podpowiem, że rzeczywiście Śląsk nawiedziło potężne trzęsienie ziemi nie mające nic wspólnego z czarami Witelona) i logicznymi. Jabłoński zaciekle trzymał się tego realizmu, lecz zarówno fani jak i krytycy nie do końca zrozumieli ten zamysł. W przypadku „Słowa i miecza” autor zdecydował się odtworzyć świat magiczny – moim zdaniem czyta się to łatwiej i przyjemniej.
Drugą różnicą jest poziom edukacji – cykl o Witelonie jest wręcz wypchany wiedzą o historii XIII wieku, pokazywaną co prawda „z drugiej strony”, ale udowodnioną. W najnowszej powieści historii jest już znacznie mniej – rzecz dzieje się w znacznie krótszym okresie (1008-1047), zatem nie było potrzeby powtarzania tego, co już wiemy z cyklu „Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer”. Reasumując: Witelon nauczył nas naszej historii, Żywia zaś ówczesnej wiary.

Warto zauważyć, że Witold Jabłoński doskonale prowadzi kobiece postaci. Domyślaliśmy się tego już od czasu „Fryne Hetery”, teraz mamy dowód, że nie był to wypadek przy pracy. Zarówno grecka Fryne jak i słowiańska Żywia są postaciami pełnokrwistymi, znamy ich historię, poglądy, uczucia, zalety i słabostki. To o tyle miłe, że większość postaci kobiecych w literaturze SF & fantasy to zwykle puste kukły o których niewiele wiadomo. Chapeau bas!

Jabłoński lubi zaskakiwać słowotwórczością i odkurzaniem nieużywanych już określeń. Aby nieco przyjemniej wam się czytało, podpowiem, że „czerńce” to chrześcijańscy zakonnicy, „paladyni” to świetnie wyszkolone w Niemczech maszyny do zabijania obleczone w białą szatę (creme de la creme sztuki rycerskiej), z kolei wymyślone przez autora słowo krystowiercy to chrześcijanie. Szczególnie to ostatnie słowo bardzo mnie ujęło i powiem szczerze, że nie miałbym nic przeciwko temu, aby włączyć je do współczesnej mowy.

Nie zdradzę fabuły, gdyż odebrałoby to wam całą przyjemność lektury. Zaciekawiła mnie furtka, którą autor zostawił sobie w finale: mogę sobie łatwo wyobrazić kontynuację „Słowa”. W końcu jakby na to nie patrzeć Czarnobóg wciąż czeka na swojej wyspie na śmiałka, który dotrze do niego z Młotem Swarożyca.

Witold Jabłoński udostępnił online w serwisie Spoti cztery fragmenty „Słowa i miecza”. W oczekiwaniu na premierę (lub dostarczenie książki do naszej skrzynki pocztowej) mogę tylko polecić zagłębienie się w świat Żywii:


Witold Jabłoński „Słowo i miecz”, SuperNOWA, premiera: 10 marca 2013 r.

PS. Gdy cyzelowałem ostatnie słowa w tej notce, mój Kindle włączył wygaszacz ekranu. Wybiera je losowo. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że na ekranie pojawiło się to. Magia czy przypadek?

Słowo i miecz recenzja

Reklamy
  1. …To paradoksalne, że dzisiaj znacznie lepiej znamy mitologię starożytnej Grecji i Rzymu niż naszą własną – tutejszą…
    To nie paradoks, tylko działanie kościoła katolickiego! możemy tylko ubolewać że trwa to nadal

  2. Rzeczywiście, niewiele jest książek fabularnych traktujących o mitologii słowiańskiej, ale kilka perełek się znajdzie, na przykład „Bogumił Wiślanin” Pawła Rochali… Dla chcącego nic trudnego, osobiście nie przeceniałabym potęgi Kościoła w zakresie odcianania Polaków od starych wierzeń 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s