Adam Jarecki

Archive for Wrzesień 2011|Monthly archive page

Gadający Pies

In życie on 23/09/2011 at 17:37

Piękny Pies„Czym się różni zapyziały Kraków od zapyziałej Łodzi? Zapyziałość Krakowa ma dłuższą tradycję.” Cytat ten, sprzed dziesięciu lat, jest już nieaktualny. Kraków odżył w pięknym stylu, choć dopiero teraz mam pretekst, żeby coś o nim napisać.

Gdy w ubiegłą niedzielę siedziałem sobie przy porannej kawie, z głupia frant wpadłem na pomysł, żeby pojechać sobie na kilka dni do zaboru austro-węgierskiego. Trzy dni później wiedziałem już, czym różni się życie krakowskie od łódzkiego. Pusty plan dni wypełnił się w przysłowiowe try miga. W czwartek impreza „Gadający Pies” w klubie Piękny Pies, w piątek praca na Kazimierzu (right now, jeśli to kogoś interesuje), wieczorem kolacja tuż obok – u znajomych z artystycznego półświatka – w sobotę parapetówka, w niedzielę służbowe spotkanie… Nie mam już ani godziny wolnego. Gdybym próbował zorganizować tego typu ciąg w Łodzi dla któregoś ze swoich znajomych, pomysły skończyłyby mi się na „Przechowalni” i „Piwotece Narodowej”.
I to jest właśnie różnica cywilizacyjna, którą uświadamiam rządzącym.

„Gadający Pies” to wydarzenie mniej więcej comiesięczne. W ciągu dwóch-trzech godzin na niewielkiej scenie pojawia się mnóstwo postaci ze świata artystycznego, dziennikarskiego, niekiedy nijakiego. Każdy ma maksymalnie pięć minut na swoje małe przedstawienie. Musi wystarczyć, aby wbić w ziemię zebraną publiczność. Nie jest to wcale łatwe, ponieważ publika łazi do baru, kopci papierosy (wolno!) i ma mnóstwo pokus ubocznych…

Olga SzwajgierPo raz drugi w życiu oszołomiła mnie na żywo Olga Szwajgier. Co właściwie można o niej powiedzieć? Udało jej się – w przerwach między wykładami na krakowskiej PWST – rozszerzyć swój głos do sześciu oktaw. Sześciu. Przy osiąganiu najwyższej dźwięk niektórym osobom po prostu zanika w uszach; jeśli jednak nie, jest to przeżycie mistyczne. Ta przezabawna miniaturka niesamowitej gry głosem (na głosie?) – nieco na przekór naturze – najbardziej zapadła mi w pamięć.

Paweł Głowacki rozluźnił atmosferę mini-wykładem o Elif Şafak, turecko-francuskiej pisarce i feministce (niekiedy post-). A dokładniej: o jej eksperymencie mającym na celu udowodnienie, że umysł artysty otwiera się najbardziej wtedy, gdy zanika ciało (zatem nie jadła) i kody kulturowe (i przestała się myć). Skutek? Czuła się czystym umysłem, który pracował na obrotach nigdy wcześniej niespotykanych. A że śmierdziała? No to co z tego?

Zespół TransLola, damski kwartet alternatywny, doprowadził mnie do łez ze śmiechu przy pomocy dwóch piosenek z gościnnym udziałem męskiej wersji Żanety. Jeżeli chcielibyście posłuchać ich grzeczniejszych utworów, możecie je znaleźć tutaj, ale na żywo zdecydowanie najefektowniejsza była piosenka „Przejebane”. 🙂

Esej o rzecznej marynarce Austro-Węgier (dunajskiej i wiślanej) zaprezentował Robert Makłowicz, prezentując swoją drugą twarz, alternatywną wobec mainstreamowej, znanej szerokiej publiczności.

Mirosława OlbińskaKlasę samą w sobie zaprezentowała Mirosława Olbińska. To w zasadzie jest już nudne, czekam z utęsknieniem na jakąś kompromitującą wpadkę z jej strony. Piętnasty rok z okładem. Na razie jednak nawet czytając krótkie listy umie stworzyć monodram i przykuć uwagę rozochoconej publiczności.

Miro Csölle (Słowak mieszkający w Warszawie, człowiek z wybitnym wyczuciem sztuki obrazu) zaskoczył wszystkich filmem „Ty”. Zastanawiałem się, czy napisać coś więcej, ale doszedłem do wniosku, że zepsułbym ci zabawę, gdybyś kiedyś miał(a) okazję go obejrzeć. W każdym razie jest o psiaczku. 🙂

Nie sposób też nie wspomnieć o szalonej sesji gitarowo-śpiewaczej Roberta Brylewskiego. Przyznam się szczerze (jako kulturalnemu neoficie jeszcze mi wolno), że nigdy nie słuchałem ani „Izraela” ani „Brygady Kryzys” i to chyba nie była zła decyzja. Bo takie rzeczy ogląda się i słucha w małej salce na żywo, nie na wygodnym fotelu.

Nie jestem w stanie wymienić wszystkich uczestników, bo jak prosta matematyka wskazuje było ich ponad dwudziestu. Jeżeli lubisz poezję, wykłady o egzorcyzmach (czy wiesz, że pierwsze trzy minuty kazania są dla boga a każda następna dla szatana? Jeśli jesteś praktykującym katolikiem, wspomnij o tym swojemu księdzu), muzykę, eseje, to dlaczego cię właściwie tam nie było?

Napraw swój błąd 27 października, kiedy to „Gadający Pies” powróci po raz jedenasty. Z Edwardem Pasewiczem między innymi.

„Gadający Pies”, 22.09.2011
Klub „Piękny Pies”,

Kraków, ul. Sławkowska 6A

PS. Po północy dałem się namówić na przenosiny do „Ambasady Śledzia” na Stolarskiej. Pomijając drętwych strażników miejskich, którzy nie chcieli spróbować darowanych z dobrego serca nóżek w galarecie – miejsce genialne. Szczególnie na toasty „za wolny Irak”, jeśli ktoś lubi takie małe poalkoholowe prowokacyjki pod amerykańskimi konsulatami. 🙂

Reklamy

Klęska e-Wyborczej

In życie on 03/09/2011 at 16:28

Adam JareckiDawno nic mnie tak bardzo nie zdenerwowało jak system elektronicznych wydań Gazety Wyborczej. Ta użytkowa makabra doprowadziła mnie do szału, skutecznie zniechęcając do kupienia prenumeraty.

Moje życie z elektronicznymi wersjami gazet i tygodników zaczęło się parę lat temu, kiedy to po raz pierwszy postanowiłem, że mam dość wleczenia wszędzie ze sobą foliowej reklamówki z superważnymi wycinkami z ekonomicznych i prawnych stron „Rzeczpospolitej”. Regularnie opróżniana i obrabiana odrastała niczym perz w ogrodzie mojego ojca. Nie pamiętam dokładnie kiedy to było, ale mam wrażenie, że pierwszą prenumeratę elektronicznej Rzeczpospolitej zamówiłem co najmniej pięć lat temu.

Wówczas wszystko było jak zwykle w Polsce. Rynek e-gazet – już wówczas gigantyczny i w USA i w Wlk. Brytanii – u nas polegał na… dyskach CD i DVD. Nie, nie żartuję. Mam wrażenie, że i dzisiaj Rzeczpospolita tworzy swoje kwartalniki na płytach. eGazety po raz pierwszy podeszły do sprawy nowatorsko. Zainstalowałem oprogramowanie na laptopie i… owionął mnie ożywczy wiatr wygody. Rzepa lądowała na moim laptopie w wybranych przeze mnie momentach (pożerając przy tym sporo z limitu transferu danych, well…). Stworzyłem własny system notatek, umożliwiający powracanie do starych gazet bez większego problemu.

Potem uznałem, że nie jestem w stanie zamęczać swoich oczu kubłami skrajnie prawicowych pomyj. Choćbym nie wiem jak szybko przerzucał strony swojego e-wydania w kierunku stron zwanych „zielonymi” czy „żółtymi”, zawsze jakiś jad kaczyzmu trysnął mi po oczach – choćby w tytułach. W którymś momencie polityka wlała się na strony ekonomiczne – Rzeczpospolita zaczęła akcję „polowania na esbeka” w gronie finansistów (tak to przynajmniej zapamiętałem). Dość, pomyślałem, rezygnując z prenumeraty. Od tego czasu nie miałem w ręku Rzeczpospolitej ani razu i jakoś nie tęsknię.

Przesiadłem się wówczas na Gazetę Prawną, potem na Dziennik (w momencie tuż przed połączeniem – dzięki temu zaoszczędziłem na wspólnej prenumeracie co najmniej 50%). Aż wreszcie uznałem, że mam dość tego gigantycznego programu, który upychał pliki gazet tam gdzie sam chciał a nie tam, gdzie ja bym to widział (skutecznie rujnując mi zarządzanie miejscem na dyskach laptopa). I tu pojawiła się gwiazdka z nieba. Którąś kolejną prenumeratę e-DGP kupiłem bezpośrednio w Inforze i… okazało się, że dostaję gazetę w formacie PDF. Bez męczących zabezpieczeń. Ot, wchodzę na stronę, ściągam PDF-y i mogę je sobie zapisywać i odczytywać gdzie chcę i kiedy chcę. Pięć lat na to czekałem!

Dzisiaj postanowiłem zagłosować na swojego ulubionego posła ubiegłej kadencji. Nie ukrywam, że głównym argumentem „za” był fakt otrzymania dostępu do dzisiejszego wydania Wyborczej. Bo trochę mi jej brakuje – jednak opieranie się tylko na jej serwisach internetowych z uzupełnieniem paru konkurentów to trochę za mało. Postanowiłem, że codziennie będę sobie głosował po jednym razie, przyzwyczajając się z powrotem do czytania całości Wyborczej. Niestety, po pierwszej próbie już mam tego po dziurki w nosie.

Otóż Agora wymyśliła sobie, że całego readera swoich wydań zrobi w… Adobe Flash. Nie, moi drodzy, to nie jest żart. Najgorsza z wszystkich istniejących technologii, najbardziej zasobożerna, najbardziej niestabilna. Zacisnąłem zęby i dalej do czytania. No żesz ***** jego ****** *** !@@!#^%%#^%!^%$^%!@#$

Gdy przed chwilą po raz czwarty na stronie 29 wywalił mi się najpierw Flash (what a surprise), potem Firefox a na końcu cały system operacyjny – postanowiłem, że mam dość.

Agoro SA: to coś to klęska i koszmar a nie produkt dla klienta XXI wieku. Chętnie bym czytał Wyborczą codziennie, ale moje zdrowie psychiczne jest od chętek ważniejsze. Kupię sobie wydanie papierowe dwa-trzy razy w miesiącu i – trudno – jakoś przeżyję. ZMIEŃCIE TO PASKUDZTWO!

(-) Zmęczony i Wściekły
Niedoszły Czytelnik