Adam Jarecki

Archive for Grudzień 2011|Monthly archive page

Nadchodzi Facebook Timeline

In życie on 16/12/2011 at 12:50

Adam JareckiZ informacji podawanych przez Facebooka wynika, że od 23 grudnia 2011 r. użytkownicy będą mieli zmieniony wygląd profilu na Timeline. Nie wiem, czy dotyczy to rzeczywiście wszystkich czy tylko pewnej grupy, ale tak czy tak nie można tego zostawić ot tak sobie.

Timeline drastycznie zmienia sposób dystrybucji treści. Dotychczas dotarcie do tego, co dany człowiek zamieszczał na FB rok temu było potwornie uciążliwe i bardzo długo trwało (pomijam znane od dawna aplikacje szpiegowskie porządkujące ten śmietnik na potrzeby esbecji czy HR Divisions). Teraz, dzięki skrótom rocznym (pasek z datami po prawej stronie) tylko kilka kliknięć dzieli nas od poczytania statusów znajomych sprzed dwóch lat.

Dlatego też wszystkim gorąco zalecam przejrzenie zawartości swojego Facebooka. Robimy to w ten sposób:

1. Wchodzimy na adres: https://www.facebook.com/about/timeline (lub bez literki „s” po „http” – ja akurat mam od dawna szyfrowanie połączenia na Facebooku).

2. Możemy sobie obejrzeć filmik promocyjny, ale nie jest to konieczne.

3. Na dole po prawej znajdziesz – jeśli jesteś zalogowany(a) na Facebooku – guzik umożliwiający ci przetestowanie usługi: należy z niego skorzystać.

4. Zobaczysz swój Timeline, który zostanie upubliczniony 23 grudnia 2011 r. Masz zatem tydzień na wprowadzenie zmian, których niekiedy może być dużo.

5. Przejrzyj swoje stare wpisy i statusy sprzed paru lat – pozmieniaj dostępność (publiczne, znajomi, znajomi znajomych itd.). Usuń zdjęcia siebie w wymiotach poalkoholowych. W ogóle wywal to, czego się wstydzisz lub czego nie chciał(a)byś pokazać swojej matce i szefowi. Usuń historię swojego leczenia psychiatrycznego i chorób wenerycznych. 🙂

6. Nie ma prostszej drogi. Ciesz się, że masz chociaż tydzień na przeprowadzenie historycznej autocenzury. Lub przygotuj się do rezygnacji z Facebooka na rzecz np. Google+ (ale w tym wypadku miej świadomość, że jeśli Timeline się przyjmie, G+ też może ewoluować w tym kierunku).

Nowe podłużne zdjęcie na profilu jest wybierane przez Ciebie odrębnie, niezależnie od fotki głównej.

Życzę miłego przedświątecznego weekendu spędzonego na rzucaniu wulgaryzmów w kierunku monitora. 🙂

Adam Jarecki na Facebooku

Reklamy

Logo Łodzi. Za milion.

In polityka on 08/12/2011 at 15:12

Odrzucone logo ŁodziUczestnictwo w panelu dyskusyjnym poświęconym nowemu logo Łodzi pozbawiło mnie resztek złudzeń. Za trzy lata będziemy mieli wydany milion i zapewne nowy konkurs.

Z samego panelu najciekawsze było wystąpienie Grzegorza Kiszluka z Briefa, który niejako „na dzień dobry” wylał kubeł zimnej wody na wszystkich pasjonatów brandingu samorządowego. Stwierdził on, że tak naprawdę logo może być jakiekolwiek, bo jest obietnicą tego, co dane miasto może zaoferować. Jeżeli logo obiecuje coś, czego w danym mieście nie ma – jest skazane na porażkę, tak jak złoty papier owijający nietrafiony prezent.
A teraz, drogi Czytelniku, oprzyj się wygodnie w fotelu przy monitorze, pociągnij łyczek kawy i odpowiedz sam sobie na pytanie: gdzie w Łodzi masz przemysły kreatywne, które tym nowym złotym papierkiem będziemy opakowywać?

Druga informacja z panelu wbiła mnie w fotel, bo jakoś wcześniej nie dotarła do mojego umysłu. Otóż okazuje się, że hasło promocyjne (Łódź kreuje) to pomysł prawie z łapanki. Obok konkursu na logo był bowiem również konkurs na hasło. Komisja odrzuciła wszystkie hasła i zaleciła agencji „od logo” jego dołożenie. W praktyce zatem słowo „kreuje” jest po prostu czymś dorzuconym na szybko, chyba bez dokładnego przemyślenia. To dlatego tak bardzo się kojarzy z kalką językową z jęz. angielskiego (pisali o tym krytycy projektu w mediach społecznościowych).

Zupełnym nieporozumieniem było wystąpienie Leszka Stafieja, z którego nie wynikało dokładnie nic. Mnóstwo okrągłych zdań, jakiegoś takiego nie pasującego do sytuacji „bratania się” oraz – przynajmniej w moim odczuciu – protekcjonizmu przybysza z wielkiego świata (czyli Warszawy) wobec maluczkich (z Łodzi).
Rozbawiło mnie za to stwierdzenie, że prelegent rozumie nie więcej niż jedną piątą treści przedstawianych wcześniej – o logo i strategiach marketingowych. Rozbawiło, bo było to wystąpienie jednego z… jurorów konkursu.

Moim zdaniem buchające w Internecie żądanie upublicznienia innych projektów konkursowych nie zostanie spełnione. W odpowiedzi na moje pytanie wiceprezydent Agnieszka Nowak zaprosiła mnie do siedziby Biura Promocji, gdzie pozostałe projekty mogą zostać udostępnione do wglądu. Zrozumiałem z tego, że na publikację choćby miniatur konkurencyjnych projektów w Internecie nie ma co liczyć.

Stare logo ŁodziNiestety nie bardzo mogłem odnieść się do postawionej na spotkaniu tezy, że nigdy wcześniej w Łodzi nie powstała Księga Znaku. Nie wiem, jak to było z projektami z XXI wieku, ale przypominam sobie zestaw zasad użytkowania pierwszego łódzkiego logo, którego miniaturkę widzisz po prawej stronie. Nie wiem, czy miało taki tytuł. Pamiętam za to, że było to kilkanaście stron tekstu i rysunków, ale nie jestem w stanie na szybko dogrzebać się do swojego egzemplarza sprzed piętnastu lat. Może podczas jakiejś przeprowadzki?

Sama księga jak księga. Ktokolwiek widział materiały do brandingu lub rebrandingu, wie jak to wygląda i jak rzadko jest wykorzystywane. Zwróciłem tylko uwagę na straszliwie pretensjonalne zdania ze wstępu – nie zdążyłem zanotować, ale był tam m.in. majstersztyk zdania podrzędnie złożonego nie zawierającego żadnej treści. Jeśli kiedyś dotrę do tego materiału, uzupełnię tę notkę.
Projekty tzw. gadżetów i identyfikacji wizualnej (koperty, wizytówki, papiery firmowe) w znakomitej większości były autentycznie okropne – choć o gustach się nie dyskutuje. Ważne za to jest to, że projekty jeszcze bardziej zacierają te resztki treści, które w nowym logo Łodzi się ostały. Jeżeli teraz narzekacie na to, że nie rozumiecie naszych kropek z kreskami, poczekajcie tylko na kubeczek…

Ogólne wrażenie z całego panelu było takie, że wszyscy dyskutowali i zastanawiali się nad wartościami estetycznymi i kulturowymi. Kolorkami. Głębią artystyczną. Historią Muzeum Sztuki (czyli Strzemińskim i Kobro rzecz jasna, choć Kobro to ja za wiele w tym projekcie nie widzę). Tak jak przypuszczałem jeszcze przed panelem, nowe logo Łodzi jest po prostu swoistą odmianą dzieła sztuki i tylko jako takie ma sens istnienia. Natomiast jego siła promocyjna, aspekt praktyczny i zarazem jedyny interesujący łodzian, z których pieniędzy powstało, przepadł w pomroce dziejów.
A propos Kobro. Jeden z komentatorów na forum Gazety Wyborczej zamieścił przezabawny wpis, którego aż nie mogę nie zacytować:
Typografia Strzemińskiego? Kiedyś, za kilka lat w (oby) prężnej kreatywnie i wyedukowanej estetycznie Łodzi by się obroniła. Teraz mamy kalambur dla everymanów i powód do dumy dla promila łodzian. A Kobro jak by zobaczyła magentę w czystej postaci to by chyba pawia (tęczowego oczywiście) puściła.

Po panelu wiemy też, że logo pojawi się na wszystkich nowych materiałach promocyjnych, choć stare rzecz jasna do śmietnika nie trafią. Spodziewam się, że proces zastępowania dotychczasowych reklamówek nowymi zakończy się za jakiś rok-dwa.
Łącznie z gadżetami, wizytówkami, papierem firmowym itp. na lokację nowego logo pójdzie jak przypuszczam około miliona złotych w ciągu najbliższych lat. Wówczas, gdy przyjdzie do nowych wyborów, najprawdopodobniej zostanie ogłoszony kolejny konkurs i następne logo rozpali do czerwoności media lokalne i Internet. Mam też przeczucie, że także za trzy lata będziemy zastanawiać się nad urodą logotypu a nie przywołaną przez Grzegorza Kiszluka „mięchem”, czyli co właściwie Łódź ma do pokazania i promowania.
A szkoda, bo po dzisiejszej lekturze mini-analizy Janusza Zubrzyckiego jestem przekonany, że żadnego nowego podziemnego dworca Łódź-Fabryczna nie będzie. Całość dostepna tutaj.

————————-
Po wczorajszej notce, która rozgrzała mi statystyki bloga do czerwoności, odezwał się do mnie przedstawiciel warszawskiej agencji Mediapunto, który zaprosił mnie do ocenienia ich projektu nowego logo Łodzi, jednego z odrzuconych przez komisję konkursową.
Cóż mogę napisać: spełnia ono wszystkie pięć cech dobrego logo, które wymieniłem we wczorajszej notce. Jako logotyp jest zdecydowanie lepsze i moim zdaniem byłoby skuteczniejsze od naszych strzemińskich kropek z kreskami. Zresztą sami oceńcie (można kliknąć):

Odrzucone nowe logo Łodzi
(więcej na Facebooku)

I wszystko byłoby ekstra (poza czcionką), gdyby nie to, że powyższy projekt nie należy do najoryginalniejszych. Owszem, idea origami, będąca międzynarodowym symbolem kreacji czegoś z niczego, bardzo do mnie przemawia.
Trafiłem jednak na stronę projektów Jasona Little’a wykonanych dla Melbourne i przyznam szczerze, że bardziej podobają mi się te kryształy niż origami:

Jason Little dla Melbourne
(Jason Little)

Tak czy tak, z przyjemnością obejrzałbym inne konkurencyjne projekty nowego logo Łodzi. Na razie jednak nie mam czasu na wizytę w Biurze Promocji UMŁ.

Szczerze mówiąc, nie wiem też czy zastanawianie się nad tym wszystkim ma jeszcze szens. Klamka zapadła, logo wybrane, kontrakt podpisany, machina produkcyjna gadżetów i materiałów biurowych zaraz ruszy. Nic tu się już nie zmieni i nie bardzo jest o czym dyskutować.

Podtrzymam jedynie swoje wczorajsze zdanie, że ja tego logo do żadnego z moich projektów internetowych używać nie zamierzam, choć trochę szkoda, że ich czytelnicy nie będą indoktrynowani ideą kreatywnej Łodzi.
Gdyby jednak ktoś chciał: wystarczy podpisać z Biurem Promocji UMŁ umowę licencyjną.

Adam Jarecki na Facebooku

Nowe logo Łodzi

In polityka on 07/12/2011 at 12:39

Łódź kreujeNowe logo Łodzi, inspirowane Strzemińskim i Kobro, jest idealnym przykładem jak nie należy tworzyć identyfikacji wizualnej miasta. Moim zdaniem 50 tys. zł poszło do piachu, o przyszłych setkach nie wspominając.

Pierwsze złe przeczucie miałem już w chwili, gdy wyniki konkursu na logo promocyjne Łodzi zostały „utajnione” na kilka tygodni. OK, pomyślałem, pewnie dopracowują i szlifują. Drugim zdarzeniem, które zwiększyło moje obawy były – opublikowane przez Aleksandrę Hac na Facebooku – kompletnie idiotyczne e-maile od firmy PR-owej, które miały wzbudzać zainteresowanie dziennikarzy. Trzeba przyznać, że takiego bełkotu dawno nie widziałem, choć wiele press-rilizów przez moje skrzynki mejlowe przeszło.

A potem wielka impreza, która w finale przekształciła się w przekłucie balonika.

Nowe logo Łodzi łamie cztery z pięciu podstawowych zasad dobrego logotypu. Daje radę tylko z jednym. Jakie są te zasady? Prosto i jasno opisał to ponad dwa lata temu Piotr Sajnog, wystarczyło poświęcić pół minuty na poproszenie o pomoc wujka Google’a.

1. PROSTOTA
Prostota logo czyni go łatwo rozpoznawalnym, uniwersalnym i łatwym do zapamiętania. Powinno zawierać w sobie unikatowe elementy ale z drugiej strony nie powinno być „przerysowane”. [w znaczeniu nadmiaru formy – przyp. AJ]
Tymczasem nowe logo Łodzi jest nieczytelne, niezrozumiałe, wydumane i nie zawiera jednoznacznego przekazu.

2. ŁATWOŚĆ ZAPAMIĘTANIA
Konia z rzędem temu, kto po obejrzeniu nowego logotypu umiałby narysować je z pamięci. Byłaby to zresztą pouczająca zabawa, gdyż pokazałaby jak właściwie te kreski i kropki ludziom się kojarzą. A kojarzą się, że hej, za chwilę będą przykłady graficzne.

3. PONADCZASOWOŚĆ
Czy nowe logo Łodzi przetrwa próbę czasu i będzie tak samo świeże, inspirujące i ciekawe za dziesięć lat? Wolne żarty.

4. ZROZUMIAŁOŚĆ
Tutaj Sajnog trafił w dziesiątkę, podając przykład kancelarii:
Zastanawiając się nad projektem logo, należy zwrócić uwagę na to, czy jego wymowa jest odpowiednia dla firmy, którą reprezentuje. Nieprawidłowe logo: (…) nazwa kancelarii prawniczej napisana czcionką wyglądającą jak ręczne pismo małego dziecka. Takie logo na pewno nie doda prestiżu firmie. Taka czcionka powinna być użyta w logo sklepu dla dzieci a nie w nazwie banku czy instytucji prawniczej.
Czcionka (?) użyta w nowym logotypie Łodzi byłaby bardzo dobra dla Muzeum Sztuki, galerii malarstwa lub sztuki współczesnej. Nie ma jednak żadnego związku z tym, z czym Łódź chciałaby być kojarzona: z nowymi technologiami, innowacyjnością, nowoczesnością. Podam przykry argument: Strzemiński i Kobro nie żyją od 60 lat. Są fundamentem sztuki współczesnej, ale nie są siłą rzeczy postaciami "nowoczesnymi".
To vintage, nie marketing 3.0.

5. UNIWERSALNOŚĆ OSADZANIA
Logo musi być równie efektowne, gdy będzie wydrukowane:
„w jednym kolorze; w negatywie (jasny kolor na ciemnym tle); w rozmiarze znaczka pocztowego; w rozmiarze billboardu na ulicy”.
I to jest jedyny punkt, który nowe logo Łodzi spełnia w 75% (poza tym znaczkiem pocztowym). Udowadnia to Łukasz Przybylak w „Discover Łódź” w tej notce.

Pełny tekst Piotra Sajnoga znajdziecie tutaj.

——————————————-
Skutkiem ubocznym nieprzemyślanego logotypu jest wyśmiewanie go na prawo i na lewo. O nowatorstwie i wyjątkowości logotypu może świadczyć chociażby fakt, że pierwszego „hejta”*) red. Mateusz Szkudlarek wyprodukował w kwadrans. Oto tenże „hejt”:

(c) 2011 Mateusz Szkudlarek

Uroczy prawda? I na dokładkę – logotyp lepszy od łódzkiego, bo zrozumiały. Od pierwszego wejrzenia, jeszcze przed wczytaniem się w napis, wiadomo co obrazek przedstawia.

Jednym z najczęściej podnoszonych argumentów przeciwko nowemu logo Łodzi jest fakt, że duża część ludzi w kropkach i krzywych nie widzi nazwy miasta. I tutaj z pomocą przychodzi nam inny Internauta (poszukuję namiarów na autora!), który w swoim „hejcie” usunął tę niedogodność. Wszystko jest tu jasne, zrozumiałe i zapadające w pamięć – świetne cechy każdego logotypu.

Łódź kurwa

GDZIE POJAWIŁ SIĘ BŁĄD?

Docierają do nas plotki, że wygrywający logotyp był po prostu najlepszy spośród zgłoszonych. Szczerze mówiąc chętnie bym się przyjrzał pozostałym, może UMŁ bez odwoływania się do ustaw i „wniosków o udostępnienie” zdecyduje się na ich zbiorczą publikację.

Jeżeli nawet założymy, że jest to prawda, to błąd tkwił w samym założeniu tego konkursu. Ponieważ, drodzy państwo, żaden szanujący się specjalista nie pracuje za darmo.
Jeżeli chcesz mieć dobrego speca od cieknących kranów, nie możesz ogłosić konkursu na hydraulika na zasadzie „naprawcie po jednym, zapłacę najlepszemu a reszta dostanie zepsuty kran z powrotem”. Tymczasem w ten właśnie sposób postąpił Urząd Miasta Łodzi. Konkursy tego typu są integrujące, socjalizujące, przepełniają pozytywną energią, dają poczucie wyjątkowości.
Wśród gimnazjalistów.
Można zrobić konkurs na obrazek, dać nagrodę ale przecież nie ładować w taki „zwycięski” projekt setek tysięcy złotych w przyszłości!

Czy naprawdę nie było sposobu na stworzenie sensownego, czytelnego i spełniającego wszystkie podane przeze mnie na początku warunki dobrego logotypu? Oczywiście, że był. Wystarczyło zadzwonić i zaproponować minimalny flat-fee agencjom, które już stworzyły niezłe loga. Dr Katarzyna Lubnauer wołała w ciemność, że przecież nie ma problemu ze znalezieniem nawet zbiorczych stron internetowych z logotypami miast. I podała adres, zapewne również „wyguglany” w kilka minut. Dwa dni telefonów i mamy grupę trzech-czterech firm, które zabrałyby się do roboty z chęcią i bez poczucia marnowania czasu.

Logo promocyjne powinno być źródłem dumy mieszkańców – tyle idea. A praktyka? Otóż przedsiębiorca, który jest dumny ze swojego produktu i będący – jakkolwiek dziwnie by to brzmiało – lokalnym patriotą, powinien chcieć zamieścić obrazek na swojej stronie WWW.

Ja się na to nie zdecyduję.

(kontynuacja dostępna tutaj)

———————————
*) hejt – obraz lub tekst ironicznie komentujący zdarzenie, przedmiot albo produkt marketingowy, zwykle publikowany przez Internautów w mediach społecznościowych.

Adam Jarecki na Facebooku