Adam Jarecki

Archive for Styczeń 2012|Monthly archive page

Częstochowska demonstracja przeciw ACTA przejęta przez ONR

In polityka on 25/01/2012 at 19:49

Przed chwilą dotarła do mnie informacja, że demonstracja przeciwko ACTA w Częstochowie przekształciła się w demonstrację nacjonalistyczną. Stało się. Nie umiem sobie wyobrazić rozżalenia ludzi, którzy być może nie dotarli do moich i innych ostrzeżeń.

ACTA Częstochowa

25 stycznia o godz. 19.00 pod pierwszym tekstem dotyczącym przejmowania ruchu anty-ACTA przez nacjonalistów pojawił się komentarz opisujący sytuację w Częstochowie. Zawarte w nim informacje potwierdzają doniesienia Dziennika Zachodniego. Ze strony DZ pochodzi również powyższe zdjęcie, które wykorzystuję w celach informacyjnych.

Treść komentarza jest na tyle ciekawa, że warto go opublikować jako lepiej widoczną notkę. Co też czynię poniżej.

—————–

Smutna refleksja, ku przestrodze innych miast:

Wiadomość bezpośrednia z Częstochowy. Dziś o godz. 17–ej na apel internetowy dotyczący manifestacji przeciwko ACTA, zebrało się, na skwerze naprzeciw Urzędu Miasta ok. 400 młodych oraz kilka osób starszych. Niestety, od samego początku „kontrolę” nad manifestacją sprawowały ugrupowania skrajnie prawicowe, m. in. ONR i Młodzież Wszechpolska.

Dominowały dwa olbrzymie transparenty (ok 1/5 m x 6 m). Oba transparenty wykonane profesjonalnie z tworzywa, nie mające nic wspólnego z charakterem manifestacji. Jeden z napisem ONR (Obóz Narodowo Radykalny), drugi ze słowami „Młodzież, Wiara, Nacjonalizm” – niesione przez grupy, zamaskowanych czarnymi chustami, młodych ludzi. Wokół wiele młodych osób miało również zamaskowane twarze.

Pojedyncze (kilka sztuk) małe plansze z napisem „Stop ACTA” i jeden mały transparent o podobnej treści – stanowiły zaledwie ich tło. W ich przypadku – amatorski sposób wykonania – świadczył, że zostały wykonane najprawdopodobniej z myślą o pokojowej, niepolitycznej manifestacji przeciwko ACTA.

Niestety, większość okrzyków, wznoszonych podczas manifestacji, miała jednoznacznie polityczny, wyraźnie antyrządowy charakter. Jakakolwiek próba zmiany charakteru manifestacji na neutralną – nie miała racji bytu. Podobnie jak próba zbierania podpisów, pod petycją o referendum.

Po ok. półgodzinie – starsze osoby i część młodzieży (ok. 50 osób) się wycofała, zdegustowana charakterem manifestacji.

Nie wiem, co działo się dalej? Nie jest mi po drodze – z ONR, Młodzieżą Wszechpolska, itp. skrajnymi ugrupowaniami politycznymi. Nie popieram ACTA ze względu na możliwość wykorzystania, zawartych w nich ogólników prawnych, przez różnego rodzaju korporacje i stowarzyszenia, dla własnych celów, a nie ze względów politycznych, tym bardziej skrajnie prawicowych.

—————–

Przypomnę, że zaczęło się od tego a sytuacja w Częstochowie – jeżeli rzeczywiście taka była – zrealizowała w praktyce moje obawy.

—————–
UPDATE z godz. 20:10
Demonstracja przeciwko ACTA w Rzeszowie przekształciła się w demonstrację „Narodowy Rzeszów”. Zdjęcie pochodzi z serwisu internetowego Gazeta: Rzeszów.

ACTA Rzeszów

Adam Jarecki na Facebooku

Reklamy

Demonstracje przeciw ACTA: nacjonaliści czy socjaliści?

In polityka on 25/01/2012 at 13:30

Nie żałuję zarwanej nocy z niedzieli na poniedziałek. Jeżeli tekst uświadomił chociaż kilka osób spośród tych paru tysięcy czytelników – było warto.

Pierwsza i najważniejsza refleksja: nie ma rzeczy gorszej niż ten PR-owski zabieg „z dala od polityki”, który próbują stosować wszystkie partie polityczne. Wszystko co dzieje się w społeczeństwie jest polityką. Po prostu niekiedy sformalizowaną a niekiedy nie. Nie warto jednak wyśmiewać się z ludzi piszących „nie interesuje mnie polityka, idę protestować w konkretnej sprawie”, ponieważ człowiek uczy się przez całe życie i należy mu w tym pomagać a nie przeszkadzać.

Po drugie: postanowiłem przytoczyć przykład, jak można słowem i uświadomieniem kogoś czegoś nauczyć. Tuż po publikacji wysłałem prywatne wiadomości do kilku osób o podobnej treści: „Jeżeli pójdziesz na demonstrację w środę – poprzesz tym samym nacjonalistów, >Marsz Niepodległości<, ONR i Młodzież Wszechpolską."
Od jednej z nich otrzymałem odpowiedź: "Mam poglądy socjaldemokratyczne, ale popieram ideę. Czy raz nie możemy być ponad podziałami?"
Odpisałem: "Media pokażą to jako zgromadzenie zadymiarzy i będą mieli zbliżenia na twarze w kominiarkach i znaczki nacjonalistów. Tak funkcjonują, taki będzie odbiór społeczny."
Półtorej doby później, późnym wieczorem we wtorek, otrzymałem krótką wiadomość: "Jednak miał pan rację… Zaczęli przeginać z ilością nacjonalizmu."

Tym sposobem mam dowód, że czasami jednak miewam rację. 🙂

Flirtów z nacjonalistami było w historii Europy dużo i zawsze kończyły się źle. Od bojówek nacjonalistycznych, które wojując z anarchistami podgrzały atmosferę tuż przed I Wojną Światową; poprzez nacjonalizm niemiecki; następnie nacjonalizm komunistyczny czasów Władysława Gomułki (1968 r.); po nacjonalizm bałkański, który zaowocował wojną na terenie byłej Jugosławii. Nie ma żadnego przykładu pozytywnych efektów nacjonalizmu, ponieważ jest to Ideologia Zła. W pełnym tego słowa znaczeniu. Rozumiała to nawet kulejąca sanacja piłsudczykowska. Nacjonalizm zawsze kończył się rozlewem krwi i tragedią ludzką. On tak ma.

Po trzecie: pojawienie się na tej ACT-owej niwie Młodych Socjalistów w niewielkim stopniu rozładowało sytuację a wręcz przeciwnie: spolaryzowało ją. Nie mam najlepszego zdania o tej organizacji z jednego powodu: jednym z ważnych elementów ich programu jest wystąpienie Polski z NATO. To już nawet dla maturzysty powinna być aberracja intelektualna.

Podsumowując: idąc na demonstrację nacjonalistów, popierasz ich. Pozwalasz im pokazać się w mediach i dyskursie publicznym a swoimi intencjami możesz sobie chodnik wybrukować. Przy okazji z tego tłumu wyłapią kolejnych kilkanaście czy kiladziesiąt osób, których uwiodą swoimi "receptami jak żyć i kto jest winien" a po praniu mózgu przekształcą w Wojowników Narodu (jakiego narodu?!). Najczęściej nie umiejących się nawet posługiwać językiem polskim…
Z kolei idąc na demonstrację Młodych Socjalistów popierasz ich program, ich idee i przekonania. Tu też twoje chęci nie mają znaczenia dla życia publicznego.

Bo w życiu publicznym nie ma miejsca na neutralność. Idąc z pewną grupą – wspierasz ją. Zawsze. Żaden dziennikarz nie zapyta cię o zdanie a jeśli nawet, to będziesz czymś w rodzaju wisienki na bitej śmietanie w relacji telewizyjnej czy prasowej. Bitą śmietaną, na dokładkę dużą jej porcją, będą przedstawiciele organizatorów. To oni zdecydują, kto i w jaki sposób będzie się lansował przy okazji protestów anty-ACTA.

Za dwa miesiące nikt nie będzie pamiętał za bardzo o co chodziło i dlaczego temat tak rozgrzewał emocje mediów i ulicy. Za to kolejnych sto czy dwieście osób zapamięta nazwiska lansujących się wtedy organizatorów. Ten kapitał zostanie wykorzystany do stricte politycznych celów. W wyborach albo w kominiarkach.

Wszystko jest polityką i dlatego – pozostawiając sobie na prywatnym profilu avatar "NIE dla ACTA" – nie pójdę na żadną ze środowych demonstracji. Obejrzę w telewizji i Internecie w jaki sposób kolejny oddolny ruch społeczny zostanie zawłaszczony przez politykę, której tak nienawidzi.

To będzie mój zysk, bo ja też zamierzam uczyć się przez całe życie.

PS. Jeden z moich przyjaciół zapytał mnie, na którą ma pójść, bo pójść chce. Odpowiedziałem, że jak już musi, to niech wybierze mniejsze zło a nacjonalizm nigdy nim nie jest.

PPS. A zaczęło się od tego tekstu.

Adam Jarecki na Facebooku

Nacjonaliści pod płaszczykiem ACTA?

In polityka on 23/01/2012 at 08:10

Ponad 6 tys. osób zaznaczyło na Facebooku chęć uczestnictwa w środowym proteście przed łódzkim Urzędem Wojewódzkim. Czy mają świadomość, że organizują go nacjonaliści?

Jestem jednym z gorących przeciwników umowy ACTA. Do tego stopnia, że w sobotę próbowałem przekonać Kongres Krajowy Partii Demokratycznej do podjęcia uchwały protestującej przeciwko podpisaniu tego dokumentu, co było jedyną sprawą merytoryczną przeze mnie przedstawianą. Niestety wskutek indolencji i kompletnego niezainteresowania delegatów sprawami Polski nie doszło do głosowania żadnej uchwały programowej. Teraz widzę jak bardzo powinni żałować…

Facebook jest zalany informacjami o ACTA. Poza pączkującymi farmami „lajków”, które potem będą sprzedawane za nie najgorsze (jak na brak jakiegokolwiek wkładu) pieniądze na Allegro czy eBayu, pojawiają się też strony regionalne. Chciałbym zająć się jedną z nich, dotyczącą Łodzi.

Na stronie tej znajdujemy wezwanie do demonstracji w środowy wieczór. I to jest jedyny pozytywny przekaz, bo cała reszta budzi najgorsze obawy.

Po pierwsze: administratorzy strony odżegnują się od odpowiedzialności prawnej ciążącej na organizatorach demonstracji. Ten sprytny zabieg ma oddalić odpowiedzialność za jej przebieg. Nie jest to wbrew pozorom sprawa błacha – poza odpowiedzialnością finansową za szkody wyrządzone podczas demonstracji chodzi również o odpowiedzialność za zdrowie, życie i bezpieczeństwo jej uczestników. Przyznam szczerze, że to właśnie ten dopisek uruchomił mój radar „UWAGA”.

Po drugie: na stronie nie znajdziemy żadnej informacji o zgłoszeniu demonstracji. Jest na to co prawda cały poniedziałek, ale mam dziwne przeczucie, że wniosek w tej sprawie jednak nie wpłynie do administracji miejskiej. Co oznaczałoby, że demonstracja byłaby z mocy prawa nielegalna a siły porządkowe mogą od razu, bez certolenia się, użyć przemocy fizycznej (zwanej oględnie środkami przymusu bezpośredniego), gazu łzawiącego czy armatek wodnych. Czy młodzi ludzie, którzy przyjdą protestować w tej sprawie wiedzą, czym się to może skończyć?

Po trzecie i najważniejsze: „administratorami” wydarzenia na Facebooku są trzy profile założone dosłownie przed chwilą, w pełni anonimowe oraz… nacjonalista z Konstantynowa Łódzkiego. Licealista zresztą. 🙂 Zajrzałem zatem na profil tegoż organizatora, który zapewne nawet nie ma świadomości, że czegokolwiek by nie dopisał i tak będzie przedmiotem śledztwa w przypadku jakichkolwiek problemów, które zdarzą się w środę.
(dla porządku dołożę jeszcze jego ulubione cytaty: są tutaj)

Na profilu naszego Licealisty znajdziemy między innymi link do innego wydarzenia na Facebooku: „WYCHODZIMY NA ULICE! – informacje/instrukcja/lista miast (CZYTAMY UWAŻNIE!)” oraz jego komentarz o treści: „Łódź: Deklaruje się jako organizator pikiety, w poniedziałek będzie zgłoszona w Urzędzie Miasta.”
I tym sposobem demonstracja na kilka tysięcy osób będzie miała oficjalnego organizatora będącego na chwilę przed maturą.

Jeżeli weźmiemy również pod uwagę kto jest założycielem wydarzenia „WYCHODZIMY NA ULICE…”, a jest nim użytkownik kryjący się pod dobrze nam znaną nazwą „Marsz Niepodległości”, jesteśmy prawie w domu. Z kolei na profilu „Marszu Niepodległości” znajdziemy następujący status: „Wszechpolacy wbijają Nowicką w ziemię! Wykopujemy!”

Dopóki mi serwery nie padną, można rzecz jasna poklikać w linki i miniaturki obrazków. To na wypadek, gdyby ktoś myślał, że manipuluję.

Drogi Facebookowiczu! W ramach twojego (moim zdaniem słusznego) protestu przeciwko ACTA przypadkowo – jeżeli pójdziesz na demonstrację w środę – poprzesz także nacjonalistów, „Marsz Niepodległości” i Młodzież Wszechpolską. Miej tego świadomość, szybkoklikający lajkowiczu wszystkiego, co wyda ci się zabawne lub interesujące na Facebooku.

Nie chcę, aby pojutrze centrum Łodzi wyglądało tak, jak pół roku temu Londyn. Ratujmy przed tym Łódź!

PS. Jestem jeszcze winien wyjaśnienie skąd w tytułowym obrazku ONR. Otóż jest to jeden z obrazków zamieszczonych na stronie „Marszu Niepodległości”, w albumie „11.11”.

Adam Jarecki na Facebooku

The Internet needs you

In polityka on 18/01/2012 at 09:46

Wyobraź sobie, że któregoś dnia ktoś zamyka twoją stronę internetową, bo kiedyś zamieściłeś na niej link do jakiegoś ciekawego miejsca w sieci.

A mogłoby to wyglądać tak. Widząc, że na stronie nie ma niczego, co naruszałoby czyjeś prawa, dodajesz do niej link na swojej stronie. Po jakimś czasie na tej stronie zamieszczono jednak treści naruszające czyjeś prawa autorskie. W rezultacie stronę zamknięto, a teraz tobie grozi to samo, bo dając link do tej strony umożliwiłeś tym samym dostęp do pirackich kopii czyjejś twórczości.
————————————————-

Anglojęzyczna wersja Wikipedii zostanie wyłączona na 24 godziny. Twórcy tej największej internetowej encyklopedii zdecydowali się zaprotestować przeciwko planom wprowadzenia kontrowersyjnego pakietu ustaw antypirackich, nad którym pracuje amerykański Kongres.

W ramach protestu, dostęp do anglojęzycznej Wikipedii zostanie zablokowany na 24 godziny począwszy od godziny 6:00 czasu polskiego (05:00 UTC). W miejsce istniejącej treści pojawi się strona informująca czytelników o powodach protestu. Blokada Wikipedii spowodowana jest planami wprowadzenia ustaw „Stop Online Piracy Act” (SOPA) i „PROTECT IP Act” (PIPA), które znajdują się na etapie końcowych prac w Izbie Reprezentantów i Senacie. W razie uchwalenia, obie ustawy miałyby niszczycielski wpływ na działanie wolnego i otwartego internetu, w tym także Wikipedii — informuje opiekująca się encyklopedią amerykańska Wikimedia Foundation.

Mimo że społeczność polskiej Wikipedii nie podjęła decyzji o bezpośrednim przystąpieniu do protestu, choćby dlatego, aby nie karać polskich czytelników za działania amerykańskich polityków, wielu jej edytorów w toczących się dyskusjach wyraża zrozumienie i poparcie dla tego protestu — mówi Tomasz Ganicz, prezes Stowarzyszenia Wikimedia Polska, które zrzesza m.in. twórców polskiej wersji Wikipedii. Zarząd Stowarzyszenia Wikimedia Polska w pełni popiera protest edytorów anglojęzycznej Wikipedii — dodaje.

Ustawy SOPA i PIPA pozwalałaby Departamentowi Sprawiedliwości USA zamykać bez procesu sądowego amerykańskie strony internetowe, wobec których domniemywano by łamanie praw autorskich i blokować dostęp do zagranicznych. Drugi z tych aktów prawnych umożliwiłby też Departamentowi Sprawiedliwości przejmowanie i globalne blokowanie zagranicznych domen internetowych stron, które, zdaniem tej instytucji, łamią prawo autorskie.

Jakkolwiek problem wydaje się odległy od Polski, wprowadzenie tego prawa skutkowałoby poważnymi konsekwencjami również dla polskiej Wikipedii, która jest udostępniana z serwerów znajdujących się w Stanach Zjednoczonych. Wystarczyłoby jedno – niekoniecznie nawet dobrze uzasadnione – oskarżenie o łamanie praw autorskich (już dodanie linku do strony zawierającej treści łamiące prawo autorskie mogłoby stanowić podstawę do takiego oskarżenia), wystosowane przez dowolną osobę do amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości, aby zamknąć również i polską Wikipedię. Anglojęzyczna, jak i polska Wikipedia przywiązują ogromne znaczenie do przestrzegania zarówno polskiego, jak i amerykańskiego prawa autorskiego, usuwając niezwłocznie wszelkie wykryte czy zgłoszone naruszenia, jednak nie uchroniłoby to jej przed wątpliwymi oskarżeniami w tym zakresie. Co więcej, podobne rozwiązania prawne rząd Stanów Zjednoczonych próbuje narzucić innym krajom (w tym także Polsce) w formie międzynarodowego porozumienia handlowego ACTA — podsumowuje Tomasz Ganicz.

Źródła:
Komunikat prasowy SOPA
Szanujemy prawa autorskie
Dowolna strona angielskiej Wikipediiwyglądała tak.

Lamentacje londyńskie Edwarda Pasewicza

In ogólne on 14/01/2012 at 02:50

Edward PasewiczCo możesz zrobić, jeśli uwielbiasz prozę Edwarda Pasewicza, nie rozumiejąc przy tym poezji? Możesz zaczekać pięć lat na kolejną książkę. Albo obejrzeć inscenizację „Lamentacji londyńskich”, do czego gorąco namawiam.

Przynam się szczerze, że nigdy nie przemawiała do mnie poezja. Zdecydowanie wolę poznawać historie ludzkie, ich portrety psychologiczne lub wydarzenia – szczególnie te, które chętnie określamy mianem „nie zdarzających się nawet w filmach”. Dlatego zawsze miałem problem z Edwardem Pasewiczem, który jest przede wszystkim poetą a niejako przy okazji napisał jedną z moich ulubionych książek („Śmierć w darkroomie”), w której od zdarzeń prawie niemożliwych aż kipi.
Pasewicz jako prozaik operuje językiem filmowo, praktycznie każdą scenę możesz sobie wyobrazić przymykając lekko oczy. Ma tylko jedną wadę: publikuje bardzo rzadko.

Gdy dowiedziałem się o inscenizacji jego „Lamentacji londyńskich” w Krakowie, od razu stwierdziłem, że muszę to zobaczyć. Nie zawiodłem się, Pasewicz jako dramaturg sprawdził się doskonale a dzięki Kamilowi Błochowi spektakl jest równy i publiczność bawi się wyśmienicie.

Rzecz dzieje się w Londynie, w środowisku młodych polskich imigrantów. Poznajemy różne typy osobowości, ich marzenia i plany na przyszłość, skonfrontowane z mniej radosną rzeczywistością. Każdy z uczestników tej przedziwnej dramy jest na swój sposób „nienormalny”. Zbiorowisko freaków pozwala nam zauważyć, że nawet najdziwniejsza postać ma swoje zalety a jej zniknięcie ze sceny (i życia) zubożyłoby pozostałych. Potem czeka nas nagły zwrot akcji: eksplozja i atak terrorystyczny, przewracający życie wszystkich uczestników do góry nogami.
Nie mogę zdradzić nic więcej nie pozbawiając Cię jednocześnie przyjemności odbioru spektaklu.

Zwraca uwagę świetny duet kobiet, ustawionych w scenicznym kontrapunkcie. Z jednej strony pretensjonalna do kwadratu postać blogerki Adelki, „artystki słowa”, spełniającej się w pisaniu bloga i zachwytach nad przyrodą. Mówiąc zaś normalnym językiem: porąbanej nastolatki typu emo, doprowadzającej otoczenie do łez ze śmiechu i rozpaczy zarazem. Jeżeli oglądacie serial „Glee”, Adelka skojarzy wam się z Rachel Berry, fanką klasycznego musicalu.
Katarzyna Ilnicka (można ją zobaczyć w klipie zamieszczonym dalej) kreuje zaś postać twardej baby, wulgarnej, mocno stojącej na ziemi i kierującej innymi silną ręką. Obie te postaci byłyby bez siebie niepełne.

Patryk MalcherUwagę przykuwa Pati, przegięty do granic możliwości gej będący przyjacielem („psiapsielem” – jeśli rozumiesz co mam na myśli) naszej uduchowionej blogerki Adelki. Postać przeniesiona wprost ze świata współczesnych gejowskich klubów, w których najczęstszymi bywalcami są takie właśnie damsko-męskie parki, gdzie jedna ze stron pełni rolę naramiennej torebki. Patryk Malcher osiągnął w tej roli rzecz rzadko spotykaną: rozbawia publiczność nic nie robiąc. Ot, będąc. Wielu chciałoby mieć taką vis comica.

Tomasz AdamskiScenę kradnie co jakiś czas Tomasz Adamski, odtwarzający postać chłopaka z Bydgoszczy przyjeżdżającego do Londynu za głosem serca. Jak łatwo można się domyślić, nic dobrego go tutaj nie spotka. Brutalne odarcie ze złudzeń skutkuje zupełną przemianą osobowości tej postaci – bardzo życiową nawiasem mówiąc. Oglądając spektakl, zwróćcie uwagę na jego interakcje z Adelką.
Miałem jednak wrażenie, że niekiedy gra na pół gwizdka, stając się uosobieniem największego problemu pedagogów: „zdolny ale leniwy”.

Wojciech KiwaczWreszcie Tomaszek, w którego wciela się Wojciech Kiwacz. Dla mnie osobiście jest to największe miłe zaskoczenie ze spektaklu. Kiwacz poszedł w daleko idący naturalizm. Dzięki temu mamy wrażenie, jakbyśmy Tomaszka znali od lat i wiedzieli o nim wszystko. Jest postacią, w którą najbardziej wierzymy, realną i zrozumiałą. A że reprezentuje dość specyficzny system wartości? Cóż, za to prawdziwy.
Wojciech Kiwacz przypomina mi Adama Woronowicza z czasów jego nauki w Akademii Teatralnej. Nie chodzi mi tu o podobieństwo fizyczne, lecz sposób funkcjonowania na scenie, naturalność i prostotę środków wyrazu.

Przed przejściem do spraw ogólniejszych zapraszam do obejrzenia krótkiego fragmentu ze spektaklu:

Lamentacje londyńskie na YouTube

Łatwo jest znaleźć na polskich scenach sztuki z półki „żyletką po mózgu”, w których błoto, brud, krew i bebechy walą się po scenie dosłownie i w przenośni. Brakuje za to ciekawych, współczesnych sztuk komediowych, które nie są jedynie ciągiem gagów jak w przypadku brytyjskich fars.
Teatry półprofesjonalne działają podobnie: łatwiej jest trafić na sztukę o WC (wartościach chrześcijańskich) niż współczesności. Na szczęście są jeszcze na artystycznej mapie takie miejsca jak Teatr KraKoTeka i tacy reżyserzy jak Kamil Błoch, którzy starają się mówić ze sceny nie tylko do współczesnej młodzieży ale również o niej. Wymaga to dużo odwagi i cieszę się, że wyszło. Że mogę polecić „Lamentacje” bez zmrużenia oka.

Kamil Błoch „Lamentacje londyńskie” (autorstwa Edwarda Pasewicza), Teatr KraKoTeka, premiera 9 grudnia 2011 r.
Najbliższy termin: 27 i 28 stycznia 2012 r.

PS. Spektakl jest wystawiany na małej scenie przy ul. Gazowej 21, którą stworzył – podobnie jak znany z wystawienia „Lubiewa” Teatr Nowy w Krakowie – Janusz Marchwiński.
Oby kiedykolwiek było w Polsce więcej takich mecenasów sztuki.