Adam Jarecki

Lamentacje londyńskie Edwarda Pasewicza

In ogólne on 14/01/2012 at 02:50

Edward PasewiczCo możesz zrobić, jeśli uwielbiasz prozę Edwarda Pasewicza, nie rozumiejąc przy tym poezji? Możesz zaczekać pięć lat na kolejną książkę. Albo obejrzeć inscenizację „Lamentacji londyńskich”, do czego gorąco namawiam.

Przynam się szczerze, że nigdy nie przemawiała do mnie poezja. Zdecydowanie wolę poznawać historie ludzkie, ich portrety psychologiczne lub wydarzenia – szczególnie te, które chętnie określamy mianem „nie zdarzających się nawet w filmach”. Dlatego zawsze miałem problem z Edwardem Pasewiczem, który jest przede wszystkim poetą a niejako przy okazji napisał jedną z moich ulubionych książek („Śmierć w darkroomie”), w której od zdarzeń prawie niemożliwych aż kipi.
Pasewicz jako prozaik operuje językiem filmowo, praktycznie każdą scenę możesz sobie wyobrazić przymykając lekko oczy. Ma tylko jedną wadę: publikuje bardzo rzadko.

Gdy dowiedziałem się o inscenizacji jego „Lamentacji londyńskich” w Krakowie, od razu stwierdziłem, że muszę to zobaczyć. Nie zawiodłem się, Pasewicz jako dramaturg sprawdził się doskonale a dzięki Kamilowi Błochowi spektakl jest równy i publiczność bawi się wyśmienicie.

Rzecz dzieje się w Londynie, w środowisku młodych polskich imigrantów. Poznajemy różne typy osobowości, ich marzenia i plany na przyszłość, skonfrontowane z mniej radosną rzeczywistością. Każdy z uczestników tej przedziwnej dramy jest na swój sposób „nienormalny”. Zbiorowisko freaków pozwala nam zauważyć, że nawet najdziwniejsza postać ma swoje zalety a jej zniknięcie ze sceny (i życia) zubożyłoby pozostałych. Potem czeka nas nagły zwrot akcji: eksplozja i atak terrorystyczny, przewracający życie wszystkich uczestników do góry nogami.
Nie mogę zdradzić nic więcej nie pozbawiając Cię jednocześnie przyjemności odbioru spektaklu.

Zwraca uwagę świetny duet kobiet, ustawionych w scenicznym kontrapunkcie. Z jednej strony pretensjonalna do kwadratu postać blogerki Adelki, „artystki słowa”, spełniającej się w pisaniu bloga i zachwytach nad przyrodą. Mówiąc zaś normalnym językiem: porąbanej nastolatki typu emo, doprowadzającej otoczenie do łez ze śmiechu i rozpaczy zarazem. Jeżeli oglądacie serial „Glee”, Adelka skojarzy wam się z Rachel Berry, fanką klasycznego musicalu.
Katarzyna Ilnicka (można ją zobaczyć w klipie zamieszczonym dalej) kreuje zaś postać twardej baby, wulgarnej, mocno stojącej na ziemi i kierującej innymi silną ręką. Obie te postaci byłyby bez siebie niepełne.

Patryk MalcherUwagę przykuwa Pati, przegięty do granic możliwości gej będący przyjacielem („psiapsielem” – jeśli rozumiesz co mam na myśli) naszej uduchowionej blogerki Adelki. Postać przeniesiona wprost ze świata współczesnych gejowskich klubów, w których najczęstszymi bywalcami są takie właśnie damsko-męskie parki, gdzie jedna ze stron pełni rolę naramiennej torebki. Patryk Malcher osiągnął w tej roli rzecz rzadko spotykaną: rozbawia publiczność nic nie robiąc. Ot, będąc. Wielu chciałoby mieć taką vis comica.

Tomasz AdamskiScenę kradnie co jakiś czas Tomasz Adamski, odtwarzający postać chłopaka z Bydgoszczy przyjeżdżającego do Londynu za głosem serca. Jak łatwo można się domyślić, nic dobrego go tutaj nie spotka. Brutalne odarcie ze złudzeń skutkuje zupełną przemianą osobowości tej postaci – bardzo życiową nawiasem mówiąc. Oglądając spektakl, zwróćcie uwagę na jego interakcje z Adelką.
Miałem jednak wrażenie, że niekiedy gra na pół gwizdka, stając się uosobieniem największego problemu pedagogów: „zdolny ale leniwy”.

Wojciech KiwaczWreszcie Tomaszek, w którego wciela się Wojciech Kiwacz. Dla mnie osobiście jest to największe miłe zaskoczenie ze spektaklu. Kiwacz poszedł w daleko idący naturalizm. Dzięki temu mamy wrażenie, jakbyśmy Tomaszka znali od lat i wiedzieli o nim wszystko. Jest postacią, w którą najbardziej wierzymy, realną i zrozumiałą. A że reprezentuje dość specyficzny system wartości? Cóż, za to prawdziwy.
Wojciech Kiwacz przypomina mi Adama Woronowicza z czasów jego nauki w Akademii Teatralnej. Nie chodzi mi tu o podobieństwo fizyczne, lecz sposób funkcjonowania na scenie, naturalność i prostotę środków wyrazu.

Przed przejściem do spraw ogólniejszych zapraszam do obejrzenia krótkiego fragmentu ze spektaklu:

Lamentacje londyńskie na YouTube

Łatwo jest znaleźć na polskich scenach sztuki z półki „żyletką po mózgu”, w których błoto, brud, krew i bebechy walą się po scenie dosłownie i w przenośni. Brakuje za to ciekawych, współczesnych sztuk komediowych, które nie są jedynie ciągiem gagów jak w przypadku brytyjskich fars.
Teatry półprofesjonalne działają podobnie: łatwiej jest trafić na sztukę o WC (wartościach chrześcijańskich) niż współczesności. Na szczęście są jeszcze na artystycznej mapie takie miejsca jak Teatr KraKoTeka i tacy reżyserzy jak Kamil Błoch, którzy starają się mówić ze sceny nie tylko do współczesnej młodzieży ale również o niej. Wymaga to dużo odwagi i cieszę się, że wyszło. Że mogę polecić „Lamentacje” bez zmrużenia oka.

Kamil Błoch „Lamentacje londyńskie” (autorstwa Edwarda Pasewicza), Teatr KraKoTeka, premiera 9 grudnia 2011 r.
Najbliższy termin: 27 i 28 stycznia 2012 r.

PS. Spektakl jest wystawiany na małej scenie przy ul. Gazowej 21, którą stworzył – podobnie jak znany z wystawienia „Lubiewa” Teatr Nowy w Krakowie – Janusz Marchwiński.
Oby kiedykolwiek było w Polsce więcej takich mecenasów sztuki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s