Adam Jarecki

Smutny dzień lewactwa

In życie on 23/05/2013 at 21:13

Dzisiaj obchodziłem „dzień lewactwa”. 🙂
Tak się złożyło, że spędziłem mnóstwo czasu przemieszczając się z miejsca na miejsce komunikacją miejską (szukaliście kiedyś miejsca parkingowego w Łodzi?) i w związku z tym postanowiłem zrobić sobie dzień ku czci prasy lewicowej. Poczytać ją dokładnie i w większej ilości.

Na dobry początek „Przekrój”, który nieodmiennie i bez szczególnego zaskoczenia znowu rozczarował. Od dłuższego czasu da się w tym tygodniku czytać góra po dwa teksty na każdy numer. Podałbym wam rzecz jasna tytuły tychże perełek, ale zostawiłem swój egzemplarz na przystanku tramwajowym (zostało mi to po Londynie). Fakt, że ich nie pamiętam – choć przecież to perełki – też dużo mówi o kondycji pisma.
Pozwolę sobie tylko na westchnięcie, że niestety nikt już chyba nie ma pomysłu na tygodnik dla tzw. inteligencji.

Następnie sięgnąłem po najnowszy twór Roberta Walenciaka, czyli „Dziennik Trybuna”. Nie mam jakichś emocjonalnych związków z tym tytułem, ale zgadzam się ze swoimi znajomymi narzekającymi, że w trzydziestopięciomilionowym kraju powinien wychodzić chociaż jeden dziennik lewicowy. No więc lewicowe to coś może i jest, ale trudno nazwać to dziennikiem.
Przede wszystkim: to nie jest zbiór najnowszych informacji. Każda gazeta ma za zadanie poinformować – mniej lub bardziej syntetycznie – o tym, co się wydarzyło w dniu poprzednim, dołączyć komentarz, wyjaśnienie i kilka słów o przewidywanych skutkach. Jak świat światem na tym polegała rola dzienników. Biada tym, którzy spróbują dowiedzieć się czegoś o bieżących wydarzeniach z „Trybuny”… Na miano „newsa” zasługiwało tam kilka artykułów, pod warunkiem, że zdefiniujemy news jako „materiał o wydarzeniu z bieżącego tygodnia”. Bo „z wczoraj” była tylko relacja z eksmisji na bruk, którą bezskutecznie próbował zatrzymać Piotr Ikonowicz. Wszystkie pozostałe były zapchajdziurami z szuflady, które można by opublikować i tydzien temu i w przyszłym tygodniu – bez straty dla czytelnika i odbierającego wierszówkę autora.
„Dziennik Trybuna” jest przykładem projektu zamordowanego jeszcze przed narodzinami. Nie jest bowiem problemem zapełnić kilkanaście stron jakąkolwiek treścią. Ale wypuszczając niedopracowany i nudny półprodukt, niszczymy jego szanse na rozwój. Ja jeszcze kilka numerów kupię, ale tylko dlatego, że chcę to medium poobserwować. Normalny człowiek, skuszony nowym tytułem w kiosku, będzie mocno rozczarowany i zdenerwowany zmarnowaniem półtora złotego. Tak traci się czytelnika. Mam wrażenie, że tych utraconych jest cała masa już dzisiaj, w zaledwie drugim dniu życia tej gazety.

Następnie sięgnąłem po „Le Monde diplomatique” i nareszcie poczułem się usatysfakcjonowany. Oczywiście, z przyjemnością widziałbym więcej materiałów dotyczących Polski. Kupując ten miesięcznik miałem jednak świadomość, że będzie on w dużej części opierał się o materiały licencyjne. Najważniejsze jest to, że żaden nie rozczarował. Nawet jeżeli coś mnie kompletnie nie interesowało, to nie było żenady. Nareszcie ktoś mnie potraktował poważnie.

Podsumowując: do pełni szczęścia brakowało mi jeszcze tylko dwutygodnika „Forum”. Ale niestety pojawi się w sprzedaży dopiero jutro. Cóż, będzie jak znalazł na podróż – z piątkowym wydaniem „Dziennika Gazety Prawnej”, które poziomem treści powoli wyrasta na dawną Gazetę Wyborczą. Taką wiecie, z końca ubiegłego wieku. Legendarnie dobrą. Której naprawdę nie było wszystko jedno.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s